Otwieramy nową serię wywiadów pt. „Kameleon w podróży”, której celem jest przybliżenie lokalnych zwyczajów, podpowiedzenie czego nie należy robić a co robić trzeba aby zlać się z otoczeniem niczym kameleon i nie rzucać się w oczy jak niedoświadczony turysta. Seria dla tych, którzy chcą poczuć się jak tubylec i zebrać jeszcze więcej doświadczeń zgodnie z duchem Ambient Travels.

Zaczynamy od Paryża, do którego zapraszaliśmy w listopadowym poście. Poprosiliśmy Różkę, autorkę bloga Paryż pod Lupą, aby odpowiedziała na kilka często zadawanych pytań i udzieliła kilku wskazówek.

Co przywieźć oprócz pocztówki?

Po czym Paryżanie poznają turystę? 

Nie trzeba nosić czapki z daszkiem i aparatu na szyi, by być zakwalifikowanym w oczach Paryżanina jako homo turisticus. Drobne zachowania pozwalają oddzielić miejscowych od przyjezdnych. Na przykład, na ulicy tylko turyści czekają aż światło z czerwonego zmieni się na zielone. Paryżanin nigdy nie uzna, że sygnalizacja świetlna wie lepiej od niego kiedy należy przechodzić przez pasy.  Jeśli wchodzisz do butiku, małego sklepu i nie mówisz „Bonjour Madame/Monsieur” to oznaka, że jesteś turystą albo grubiańskim troglodytą (i turystą).

Czy myślisz, że Paryżanie są zmęczeni obecnością tak wielu turystów?

Może czasem, ale przynajmniej mają na co narzekać… Na pewno dość mają pracownicy kiosków, restauracji i foodtracków w pobliżu atrakcji turystycznych. Ile razy dziennie możesz odpowiadać na pytanie „w którą stronę do Notre Dame?” (która stoi tuż za rogiem)

 

Jeśli chodzi o transport publiczny, w jaki sposób z niego korzystać aby poczuć się jak lokals?

Metro i RER to zwykle taka dżungla, że nie ma znaczenia kim jesteś, chodzi o przetrwanie silniejszego. Samo skorzystanie z metra parę razy w godzinach szczytu to dobry trening (choć czasem brutalny), by się poczuć jak miejscowy. To również dobry punkt obserwacji różnorodności paryskiej populacji.

Sieć metra nie jest bardzo skomplikowana jednak lepiej poświęcić czas aby się z nim zapoznać.

Podróżując nie zawsze znamy zwyczaje związane z jedzeniem. Powiedz jak wygląda to w Paryżu, co i w jakich porach jemy i pijemy?

Temat jedzenia urasta do rangi biblii z wieloma, wieloma przykazaniami, których naruszenie spowoduje grymas zniesmaczenia na twarzy kelnerki, zakłopotaniem przy stole, bądź wieczne męki w czekaniu na zamówienie.. Generalnie, oprócz brasseries w turystycznych miejscach, w których można zjeść przez cały dzień, restauracje są otwarte od 12 do 15 i od 19 do 22/23. W międzyczasie lokale są zazwyczaj zamknięte, tudzież do niektórych można wstąpić tylko na prendre un verre, czyli po prostu by się czegoś napić. Pamiętajcie, by wchodząc do restauracji poczekać, aż kelner podejdzie do Was i dopiero wtedy zapytać się o stolik. Nigdy nie wiadomo, które ze stolików są już zarezerwowane, a wierzcie mi, nie chcecie denerwować kelnera. Podczas lunchu, midi, restauracje oferują jeden bądź kilka plat du jour, danie dnia, wypisane na czarnych tablicach zazwyczaj przed wejściem. Z reguły w połączeniu z deserem bądź przystawką. Takie dwudaniowe menu kosztuje gdzieś 12-14 euro. Gdy chcemy jednak wydać więcej na prawdziwą francuską ucztę, jako entrée wybrałabym foie gras poêlé (podsmażany pasztet z kaczych wątróbek), na danie główne entrecôte -oczywiście bleu (krwisty), deser w postaci talerza serów, zwieńczone cafe calva czyli espresso z kalwadosem. Oczywiście wszystkie te dobra okraszone wytrawnym czerwonym winem.

Która dzielnica należy do Twoich ulubionych i dlaczego?

Uwielbiam jedenastkę i sąsiadującą z nią czwórkę. 11tkę, dla jej imprezowego charakteru, miliona świetnych barów, koncertów, różnorodnych restauracji i zwyczajnego paryskiego życia z dala od turystów. Wprawdzie jedenastka ma opinie trochę bobo, trochę hipsterską, ale też nie należy do drogich. Z drugiej strony czwórka to okolice Notre Dame i Marais, dobre miejsce na spacery, vintage lumpeksy i żydowskie falafele.

Gdybyś miała polecić jedno miejsce, którego nie znajdziemy w przewodniku, to co by to było?

Teraz właśnie zajmuję się pisaniem o sekretnych miejscach w Paryżu, jak rzymskie łaźnie z II wieku, tarasy na dachach budynków ze wspaniałymi widokami, ukryte ogrody..Paryż jest miastem pełnym architektonicznych i historycznych skarbów. Ostatnio moim ulubionym miejscem do spacerów i biegania jest coulée verte, taki park liniowy powstały na dawnym kolejowym wiadukcie we wschodniej części miasta.

Czy masz jeszcze jakieś wskazówki, dzięki którym odwiedzający poczuje się bardziej parysko?

Nie noś plecaka, napij się porannej kawy na tarasie najbliższego baru,wybierz się na lokalny targ po świeże warzywa, nie uśmiechaj się do obcych na ulicy, używaj co chwila merci, pardon, bonjour, ubieraj się na czarno, ewentualnie szaro (okulary przeciwsłoneczne i parasolka must have) i nie spędzaj za dużo czasu pod wieżą Eiffela!

Co warto przywieźć z Paryża?

Wspomnienia i plany na kolejny przyjazd!